Pierwsze, co zrobiłyśmy z Moniką (moją współprowadzącą warsztaty) na lotnisku w Cagliari to była oczywiście wizyta w typowo włoskim barze (z kawą, którą Włosi piją na stojąco i kanapkami). Kilka łyków mocnego espresso, panini z mozarellą przekładaną  soczystymi pomidorami ze świeżą bazylią i obie od razu czujemy przypływ radości i włoskiego „la dolce vita”, które to emocje towarzyszą nam później jeszcze wiele razy…*

Wiem, że tym krajem zachwyca się cały świat i łatwo o egzaltowane „ochy i achy” w stosunku do włoskiego jedzenia, słońca, morza, romantycznych uliczek i placyków, ale przysięgam, że jak tylko wysiadam tu z samolotu, moją twarz owiewa ciepłe powietrze, z oddali widzę palmy daktylowe i jasnoróżowe oleandry, a zaraz potem słyszę Włochów witających się radosnym Ciao! Come stai Carissima?! (Cześć! Jak się masz Najdroższa?!), to do szczęścia nic więcej mi nie trzeba. Moje ciało zalewają endorfiny. Mam tak od pierwszej podróży do tego kraju. Po prostu myślę, że są na świecie miejsca, które pasują do ciebie jak ulał, w których czujesz się jak w domu – przez kompilację zapachów, krajobrazu, emocji, które tam przeżywasz, specyficznych zachowań ludzi i czegoś, co trudno wyrazić słowami… A może to słowo to „połączenie…”? Ja mam tak na Sardynii i zapraszam Was dziś w podróż po kawałku naszego życia na wyspie.

WARSZTATY. GRUPA. SIŁA KOBIET, SIŁA RELACJI.

Pierwsze kilka dni przygotowujemy się na przyjazd naszej grupy, szlifujemy warsztaty, spacerujemy po Cagliari, rozmawiamy z lokalsami, jemy z nimi kolacje i wtapiamy się w klimat wyspy. Zwalniamy łódzko-warszawskie tempo, godzinami pływamy i rozmawiamy siedząc zanużone w ciepłym morzu na plaży Poetto (to nasze tymczasowe biuro). Ciekawimy się bardzo, kto do nas przyleci, bo nie znamy większości uczestniczek naszego wyjazdu i one się też (jeszcze) nie znają…

Dziewczyny dołączają do nas w sobotę, 8 września. Witamy je na lotnisku Elmas w stolicy wyspy i razem udajemy się do włoskiego domu położonego 100 metrów od morza (potem każdej nocy usypia mnie szum fal, które słyszę przez otwarte okno). Zasiadamy do wspólnej kolacji. Zapoznanie się, rozmowy, integracja i oswajanie dziewczyn z byciem w kobiecej, warsztatowo-wyjazdowej grupie. Włosi grillują dla nas w ogrodzie świeże ryby i owoce morza – doradę, okonia morskiego, ogromne krewetki, wszystko w towarzystwie zerwanych przed chwilą świeżych liści laurowych. Na przystawkę przepyszne mule w sosie pomidorowym. Robi się swojsko i zaczynają się pierwsze wspólne rozmowy, które w kolejnych dniach przybiorą prawdziwie włoską formę kilkugodzinnych celebracji przy dobrym winie i jedzeniu. Za kilka dni te na początku obce sobie uczestniczki, dzięki warsztatom, swojej pracy i wspólnemu eksplorowaniu wyspy, staną się sobie bliższe, by wreszcie stworzyć zgraną paczkę, która wspólnie odpoczywa na przepięknych plażach, podróżuje po okolicy, smakuje życie i przesiaduje we włoskich knajpkach.

Ale najpierw o warsztatach.

Temat tegorocznego wyjazdu to poczucie własnej wartości. Moim zdaniem jeden z najważniejszych dla kobiet tematów do rozwoju. Bez zdrowego, zintegrowanego poczucia własnej wartości raczej nie będziesz szczęśliwą osobą, która czerpie z życia dobre rzeczy, osiąga swoje cele, ma satysfakcjonującą pracę, relacje, związek, pasję dodającą energii. Trudno jest czuć się dobrze ze sobą i z innymi, gdy gdzieś tam w środku kuleje myślenie o sobie, przekładające się też na to, jak traktujesz siebie, ludzi w około. I jednocześnie – większość kobiet, jakie znam, potrzebuje się wzmacniać w tym aspekcie, bo po prostu nie wierzy w siebie.

Dlatego na tym wyjeździe, w cudownym klimacie Sardynii, ruszamy z tematem. Gdzie, jak nie tu, w jednym z kilku miejsc na ziemi, gdzie szczęśliwie żyje najwięcej zdrowych stulatków (oprócz Kostaryki, Kalifornii, Japonii i Grecji), można naprawdę dobrze się poczuć, zainspirować i rozwinąć skrzydła, by wrócić z wakacji wypoczętą, szczęśliwą i z nowym spojrzeniem na siebie?

Warsztaty trwają przez kolejne dni; oprócz tego niekończące się inspirujące rozmowy uczestniczek, a na koniec wyjazdu Monika prowadzi warsztat taneczny. Wszystko połączone tak, aby był też czas na odpoczynek, miasteczka, odwiedzanie najpiękniejszych plaż, wylegiwanie w słońcu i włoskie nicnierobienie.

My z Moniką stwarzamy dziewczynom warunki do swobodnego poczucia się w grupie, do otwarcia się na nowe relacje i do osobistej pracy nad poczuciem własnej wartości. Ale co właściwie taka praca oznacza? To pytanie wielu kobiet, bo większość z nas uważa, że stosunek do siebie samej, myśli i przekonania na swój temat (najczęściej nieprzychylne), są nam dane raz na zawsze i nie można tego zmienić.

Nie jest to prawda (na szczęście!). O ile temperament człowieka jest cechą raczej niezmienną, to poczucie własnej wartości można rozwijać. Do tego służy rozwój osobisty. Na Sardynii pracujemy więc, m.in. nad tym, co mnie ogranicza w lubieniu siebie albo w dążeniu do większego spełnienia w życiu? Jak mogę bardziej dbać o siebie, swoje potrzeby, jak w ogóle dać sobie prawo do myślenia, że „Hej! Jestem O.K.!” i zasługuję na sukces, miłość, szczęście…

Na początku takiej pracy wcale może nie być łatwo. Lądujemy na wyspie wyrwane często z miejskiego kieratu pracy i obowiązków. Trudno jest o tym wszystkim zapomnieć i zacząć się relaksować. Ale… jesteśmy na rajskiej Sardynii i najpiękniejszych plażach Europy, a uczestnictwo w warsztatach pomaga zostawić codzienność i rutynę daleko za sobą… Skupić się na sobie i dbaniu o siebie. Popracować w lekkiej atmosferze nad swoimi mocnymi stronami i być może znaleźć wreszcie odpowiedzi na ważne dla siebie pytania…

No więc siedzimy na warsztatach, a naszą salą szkoleniową jest przydomowy ogród. Proponujemy z Moniką kolejne kroki wewnętrznego rozwoju, dziewczyny dzielą się sobą, swoimi historiami z życia, które mogą zainspirować inne uczestniczki, a my z radością patrzymy na tworzące się relacje, w których jest miejsce zarówno na śmiech, jak i czasem na łzy. Zdarza się coś, co jest moim zdaniem niesamowicie ważne we wzmacnianiu siebie – wzajemne wspieranie się kobiet. Zdrowe poczucie własnej wartości nie oznacza, że świetnie radzę sobie ze wszystkim sama i nikogo już nie potrzebuję. Przeciwnie – gdy jestem silna, to pozwalam sobie czasem na bycie słabszą i na proszenie o wsparcie, np. gdy mam kryzys w życiu.  Dziewczyny pracują w parach i w odniesieniu do całej grupy po to, by móc przejrzeć się w oczach drugiej osoby, innych kobiet. To bardzo wzmacnia i pomaga rozwijać pewność siebie. Poczucie własnej wartości ma szansę wzrastać, gdy otoczona jestem wsparciem, szczerością i autentyczną uwagą życzliwych osób. Dlatego też na warsztatach stawiamy na spotkania w ramach relacji Ja- Ty. Nasze życie dzieje się w relacjach. Ze sobą i innymi. To, jak się w nich odnajduję, jakie związki (przyjacielskie, rodzinne, miłosne, w pracy, itd.) tworzę i czego w nich doświadczam, ma ogromny wpływ na jakość życia.

Podsumowując część warsztatową wyjazdu, uważam, że taka forma wypoczynku, połączona z rozwojem osobistym jest strzałem w dziesiątkę, jeśli chcesz w krótkim czasie zresetować przeciążony umysł, zadbać o ciało, o duszę, o siebie, a dodatkowo zrobić to w towarzystwie ciekawych kobiet. No i lazurowego morza (wybaczcie mój zachwyt sardyńskimi plażami, to chyba nigdy się nie skończy :-)). Nie tylko wracasz zrelaksowana i wzmocniona, ale jeszcze masz nowe fajne koleżanki, z którymi leżysz na plaży, śmiejesz się do rozpuku (coś o tym wiedzą uczestniczki tegorocznego wyjazdu :-), zwiedzasz wyspę i pijesz hektolitry boskiego espresso, zajadając tiramisu. Do domu przyjeżdżasz napełniona słońcem i ze złotą opalenizną na ciele :-).

Kolejny raz, organizując wyjazd do Włoch utwierdzam się w przekonaniu, że kocham swoją pracę jako trener, a jeszcze bardziej ją kocham na Sardynii :-). I już myślę o kolejnych terminach za rok.

Tymczasem przechodzimy do tego, co działo się poza warsztatami. Zobaczcie kawałek naszego życia na wyspie!

TURKUSOWE PLAŻE SARDYNII

Wiele osób odwiedzających Sardynię porównuje tutejsze plaże do tych na Seszelach i mówi, że to najlepsze plaże Europy. Trzeba je zobaczyć – biały piasek, kryształ czystej wody i kilometry szerokich plaż (w innych rejonach Morza Śródziemnego to rzadkość, bo jednak plaże są krótkie i w większości kamieniste). Mnie osobiście fascynuje różnorodność i duży wybór miejsc do plażowania – to cudowne uczucie obudzić się rano z zastanowieniem: Hmm… Którą plażę dziś wybrać? Sardynia ma się czym popisać, tutaj zaznaczone są te najbardzije znane, a oprócz nich jeszcze setki innych plaż z „wielkim błękitem”. Z dziewczynami byłyśmy na plażach w Porto Giunco, Timi Ama (rejon Villasimius), Chia (Su Giudeu), Punta Molentis, Torre Delle Stelle, Poetto. Wszędzie zachwyca kolor i temperatura wody, z której we wrześniu właściwie można nie wychodzić.

A i zapomniałam dodać, że słońce świeci tu 300 dni w roku, a temperatura powietrza, nawet w zimie bardzo rzadko spada poniżej 10 stopni. Dla miłośniczek przyrody – znajdziecie tu soczystą śródziemnomorską roślinność. Oleandry we wszystkich odcieniach różowego, opuncje figowe, palmy daktylowe, hibiskusy, fioletowe bugenwille, żywopłoty z liści laurowych, wielki krzaki rozmarynu, drzewa oliwne, aloes, mirt, agawy i wiele innych…

UN CAFFE E LA SPAGHETTIPER FAVORE! CZYLI CO JADŁYŚMY I DLACZEGO ZNOWU MAKARON?

O włoskiej kuchni, którą eksploruję od lat (każde wakacje od 2013 roku spędzam w Italii), mogłabym pisać dużo. Sardyńska jej odmiana to przede wszystkim świeże ryby i owoce morza (wiadomo!). Łowiona rano dorada, soczysty tuńczyk, okonie, kraby, ostrygi, krewetki małe i duże, mule różnej wielkości, kalmary… Ale też specjalne pieczywo pochodzące z Sardynii – pane carasau, które doskonale smakuje z owczym serem pecorino sardo, tutejszym salami i białym, lekkim winem vermentino.

Oprócz tego oczywiście makarony (zawsze na sardyńskiej plaży zastanawiam się, jak to możliwe, aby te szczupłe Włoszki o zgrabnych tyłkach kiedykolwiek jadły pastę?!). Moje ulubione to spaghetti alle vongole (z oliwą i takimi małymi omułkami w muszelkach), a najsłynniejsze to makaron z bottargą, czyli ikrą cefala, występujący w niewielu miejscach na świecie, w tym na Sardynii.

A więc smakujemy niespiesznie włoską kuchnię, dziewczyny znajdują w Cagliari knajpkę z podobno nieziemskim jedzeniem i wracają tam kilkukrotnie. Ja natomiast pewnego wieczoru zajadam się pieczonymi kalmarami, najlepszymi jakie jadłam w życiu – tak świeże i delikatne, że rozpływają się w ustach. Śniadania, przygotowuje nam energiczna Włoszka Betty, od progu domu krzycząc do nas rano swoje radosne Ciao! Oprócz warzyw i owoców, jajek, domowego chleba pieczonego przez Włoszkę, jemy kruchą, pyszną włoską szynkę oraz melony (czyli prosciutto e melone). Do tego włoskie sery, w tym kremowa, rozpływająca się w ustach gorgonzola połączona z mascarpone. Pycha! Na koniec (albo też na początek śniadania) kawa; aromatyczne, stawiające na nogi espresso. Albo najlepiej dwa. Do południa 🙂

 

EKO-WINNICA I REJS ŻAGLOWCEM PO ZATOCE VILLASIMIUS

Dni naszej włoskiej przygody mijają i jednego dnia trafiamy do rodzinnej, ekologicznej winnicy nieopodal Villasimius. Czy uwierzycie, że oni te winogrona zbierają ręcznie? Potem powstaje z nich białe, pyszne sardyńskie wino vermentino. W przeciwieństwie do wielu degustacji na których byłam, to spotkanie właściwie nie nazwałabym degustacją. Nikt się tu nie spieszy. Po długim wspólnym spacerze z właścicielem winnicy, siadamy o zmroku pod drzewem karobowym, by na kilka godzin skupić się na rozmowie, smakowaniu wina, pecorino, salami i wielkich płatów pane carasau.

Ostatniego dnia przed powrotem dziewczyn do Polski wyruszamy w rejs żaglowcem po wodach Zatoki Capo Carbonara. Wylegujemy się na łodzi, pracując nad opalenizną :-), bujamy w rytm łagodnych fal i zajadamy makaron z sosem pomidorowym, przekąski, popijając mirto (taki mocny sardyński likier). Dopływamy do kolejnej rajskiej plaży – Punta Molentis, gdzie woda ma kolor jasnego szmaragdu. W tle niezliczone wysepki, w oddali horyzont, a we włosach ciepły wiatr 🙂

CAGLIARI I PULA – GORĄCE SARDYŃSKIE MIASTA

Gdy kilka lat temu pierwszy raz trafiłam do Puli, ślicznego miasteczka z kolorowymi proporcami w malowniczych uliczkach, obiecałam sobie, że tu jeszcze wrócę. No i jestem. Spacerujemy, jest czas na lody i odwiedzenie kilku włoskich sklepików. Miejsce znów mnie zachwyca, mimo, że mój ulubiony lokal otwierają za późno, byśmy mogły tam zjeść kolację. To też lekcja – nie zawsze jest tak, jak zaplanujemy, co szczególnie wydaje się być trudne w naszej zachodniej kulturze deadline’ów, wytyczania celów i planów, które choćby nie wiem co, realizujemy. Sardyńczycy, (szczególnie ci, z którymi prywatnie się zaprzyjaźniłam) uczą mnie odpuszczania i tego, że nie wszystko można zaplanować, skontrolować… Czasem trzeba oddać stery procesowi życia. Zaufać, że świat nas uniesie i zaprowadzi tam, gdzie naprawdę potrzebujemy. To moja osobista lekcja z tego wyjazdu.

Na koniec tej fotorelacji – Cagliari, stolica, do której przylatujemy i w której żegnamy się z Sardynią (czy wiecie, że z lotniska w Modlinie i z Krakowa leci się tam Ryanairem tylko niespełna 2 h 30 min? A trafiamy do włoskiego raju!). Miasto typowe dla włoskiego południa. Głośne, gorące, różnorodne, piękne. Dużo knajpek i barów (mój ulubiony to Caffe Svizzero), klimatyczne uliczki i place (np. Piazza Yenne z mnóstwem knajpek i dobrą pizzą w kawałkach), niesamowite kościoły: św. Anny, Bonaria, św. Efisio oraz imponujące mury Castello, z którego roztacza się widok na stare miasto, marinę i morze, głośne włoskie rozmowy, modne sklepy, duży port i ten sardyński luz! Do tego plaża Poetto, która ciągnie się przez 13 km z piękną promenadą porośniętą palmami. Bary, kluby taneczne przy samej plaży (można tańczyć boso do rana!) i super miejsce na rolki, rower, powolny spacer, na który Włosi śpiewnie wołają la passegiata!

Już dziś wiem, że za rok (najprawdopodobniej wrzesień albo czerwiec) chcę znów zorganizować taki wyjazd na Sardynię. Grupa 12 kobiet, warsztaty, plaże, zwiedzanie wyspy i odpoczynek. Możliwość bycia tydzień albo dwa. Jedziesz z nami? Albo rozważasz wyjazd? Zapisz się bez zobowiązań na listę osób wstępnie zainteresowanych wyjazdem, które jako pierwsze dowiedzą się o starcie zapisów, poznają program i terminy. Zachęcam, bo w tym roku chętnych było więcej niż miejsc, a ponadto już teraz kilka osób deklaruje, że jedzie z nami w 2019. Zapraszam Was serdecznie! Arrivederci!

Agnieszka

* Ten wpis to wspomnienie wyjazdu warsztatowo-wakacyjnego dla kobiet, który zorganizowałam już kolejny raz we Włoszech. Na wyjazd zapisują się kobiety, które chcą w rozwojowy sposób spędzić wakacje, często są to Czytelniczki tego bloga, uczestniczki moich warsztatów, kursów i ich koleżanki oraz wszystkie dziewczyny, które po prostu chcą spędzić urlop w gronie fajnych kobiet.