Właściwie to mogłam napisać ten post jako pierwszy na blogu albo powinien wisieć w jakiejś złotej ramce, bo mam wrażenie, że w naszym kraju od dawna, bez zmian i wciąż status „singielka” nie brzmi dumnie, co gorsza, jest okazją do głupich komentarzy, pytań, dlaczego jesteś sama, stereotypizacji i wrzucania kobiet bez partnera do wora ludzi „nieprzystosowanych społecznie”.

Być może nie zauważasz tego, mieszkając w dużym mieście, ale sprawy mają się kiepsko, jeśli przekroczysz granice Warszawy czy Poznania. A i w tych miastach dopadnie Cię rodzina, która z troski zapyta: „Kiedy wreszcie się ustatkujesz? Jak to tak… skoro jesteś sama to albo jesteś wybredna, albo coś z Tobą jest nie tak…”. Rodzina, która od małego wychowywała Cię na przykładną w przyszłości żonę i strażniczkę domowego ogniska. Potem czytałaś „Bravo Girl” albo „Glamour”, gdzie głównymi tematami oprócz mody było to, jak sprawić, by on na mnie wreszcie zwrócił uwagę. (No dobrze, może czytałaś Filipinkę, ale ogólnie przekaz płynący z mediów trącił patriarchatem). Potem, gdy dorosłaś, sama zaczęłaś wierzyć w kłamstwa, że bez faceta jesteś jakaś „wybrakowana”. Bo przecież Twoje „prawdziwe” życie zacznie się dopiero, gdy spotkasz swoją drugą połowę. Dopiero wtedy zaczniesz pasować do reszty społeczeństwa.

Takie krzywdzące (przede wszystkim siebie) myśli ma wiele z nas. Czy jesteśmy singielkami czy kobietami w związkach. Bo w związkach też często wolimy pozostać, nawet jeśli są niedobre dla nas (a często wręcz patologiczne), niż znów być singielką. Byron Katie, autorka metody pracy z przekonaniami „The Work”, która pomogła już tysiącom ludzi zmienić życie, zmieniając fałszywe myśli na swój temat (będące często źródłem cierpienia, niemocy, depresji) mówi: „Nie wierz swoim myślom” i „Kim byłabyś, gdybyś przestała wierzyć kłamstwom na swój temat?”

A zatem dzisiaj zmierzymy się z największymi kłamstwami, jakie słyszałam o byciu singielką. Napisałam ten post, bo momentami ręce mi opadają, gdy kolejny raz, mówiąc czym się zawodowo zajmuję, słyszę zdziwienie w głosie mojego rozmówcy i pytanie: „Co…? Pomagasz samotnym kobietom znaleźć partnera? A co, pewnie są jakieś niezaradne albo zbyt wymagające?” Albo „Daj spokój, szukanie faceta to jakaś porażka, nie przystoi  „normalnej kobiecie”, on sam się znajdzie!”

Mam naturę społecznika (i tysiące godzin spędzonych na pracy w fundacji pomagającej młodzieży), marzy mi się kampania pokazująca, że bycie singielką to naturalny etap w życiu kobiety (np. zamiast rozpaczliwego bycia wciąż w nieudanych związkach, byleby nie być samą). Że to czas na wybór i zobaczenie, o co mi w życiu chodzi, co jest jego treścią i kogo szukam. Ale myślę też sobie, że zamiast walczyć z wiatrakami czy organizować masowe kampanie, po pierwsze – zacznijmy od siebie, zmieniając swoje myślenie, a potem postawę. Korzystając z ulubionego przeze mnie i tysiące ludzi przesłania Mahatmy Gandhiego „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie”.

A zatem – jak brzmią kłamstwa, z którymi już czas się pożegnać?

Kłamstwo nr 1. Skoro jestem sama to znaczy, że jest ze mną coś nie tak.

Ta myśl spędza sen z powiek chyba wszystkim singielkom, które poznałam. Spędzała też mnie. No bo „normalne” jest to, że dorośli ludzie żyją w związku. „Normalne” jest to, że kobieta po 25 roku życia powinna się ustatkować – czyli wyjść za mąż. Jeśli tego nie zrobi – coś z nią jest nie tak. Ludzie lubią szufladki i stereotypy. Lubią, jeśli wszystko jest wytłumaczalne i jednoznaczne.  A stan singielski taki nie jest – bo nie wiadomo dlaczego ktoś jest sam i jakie ma plany na życie, nie wiadomo, czy w ogóle ktoś chce mieć rodzinę itd. A co, jeśli nie?… To nie mieści się ciągle w kanonie polskiej „normalności”. Ciekawe, jak na to, że mamy w kraju 5 milionów singli, a prognozy mówią, że w 2030 będzie ich 7 mln…

Jak rozprawić się z tym kłamstwem, jeśli i Ty w nie wierzysz?

Po pierwsze – bycie singielką – tak jak bycie w związku – to zwyczajny etap życia. Jedni od razu, np. po studiach wiążą się w pary, inni potrzebują na to więcej czasu, innym jest dobrze w pojedynkę, a jeszcze inni właśnie się z kimś rozstali. Każda z opcji jest O.K! I nie ma nic wspólnego z tym, że jesteś niewystarczająca do związku. Niewystarczająca jest być może twoja wiara w siebie i w to, że zasługujesz na miłość… Czyli wracamy do cytowanej powyżej Byron Katie. A ode mnie takie pytania:

Czy naprawdę uważasz, że jesteś jakaś dziwna, bo nie masz partnera?

Czy naprawdę uważasz, że jeśli będziesz miała partnera, to wreszcie Twoje poczucie własnej wartości wzrośnie?

Czy naprawdę partner jest w stanie sprawić, że będziesz się dobrze czuła sama ze sobą?

Dziewczyno, kobieto, singielko… Wyluzuj. Jesteś O.K. To, że nie masz jeszcze partnera/już nie masz, może oznaczać, że np. jeszcze nie spotkałaś mężczyzny, z którym zechcesz spędzić życie. Albo spotkałaś niewłaściwego, z którym życia spędzić się nie da. A jeśli podskórnie wyczuwasz, że coś jest po Twojej stronie – może warto przyjrzeć się temu bliżej? Tu pomocny będzie rozwój osobisty i np. coaching, o którym więcej piszę tu

Kłamstwo nr 2. Aktywne szukanie partnera to wstyd i świadczy o tym, że sobie nie radzę/jestem napalona.

Wychowane jesteśmy w wierze, że to mężczyzna pewnego dnia zapuka do naszych drzwi, a my tylko musimy czekać. Bo miłość sama przyjdzie. Pewnego dnia stanie na naszej drodze i wtedy wszystko się zmieni. A gdy jesteś sama – masz leżeć i pachnieć albo udawać, że nie masz potrzeb, że nie tęsknisz za bliskością i miłością.

Takie stereotypy spotykam często, gdy mówię, że zajmuję się zawodowo pomaganiem singielkom w poukładaniu życia prywatnego, tak, by znalazły fajnego partnera i stworzyły dobry związek. Moja filozofia pracy z góry jest odmienna – zakłada, że to Ty masz coś zrobić. Masz przede wszystkim odkryć, kim jesteś i kogo szukasz, a potem zejść z kanapy i wykonać konkretne kroki, by poznawać interesujących mężczyzn. I nie oznacza to, że masz się uganiać za facetami, nie! Masz po prostu wziąć życie w swoje ręce i zadbać o siebie. Bo dla mnie zajmowanie się tematem miłości i związku, szukanie dobrego partnera na życie to właśnie kwestia dbania o siebie. Oznaka tego, że  radzę sobie w życiu, bo świadomie i odpowiedzialnie decyduję się szukać odpowiedniego partnera, zamiast czekać nie wiadomo na co.

Kłamstwo nr. 3 Bycie singielką to wstęp do późniejszego życia w parze.

Powyższe przekonanie powoduje, że będąc same, często żyjemy w hibernacji albo bierzemy na przeczekanie, będąc w ciągłym stanie oczekiwania na to, że wreszcie „coś” się wydarzy. Albo pracujemy dużo i robimy dużo, by zapomnieć, że w aspekcie miłości nic się nie dzieje. Moim zdaniem każda z tych strategii to ucieczka przed pełnym życiem. Tu i teraz. Samej.

I znowu – nie ułatwia nam życia w pojedynkę przekaz społeczny, że życie samej jest okropne i że to stan przejściowy, zanim kogoś spotkamy i zaczniemy żyć „naprawdę”. Oczywiście – ja też uważam, że bycie samą nie jest łatwe, często opatrzone poczuciem samotności i smutkiem, że znów wracam do pustego mieszkania, ale, jeśli jesteś sama – świat się nie wali i nie łudź się, że jak spotkasz faceta, to nagle zaczniesz żyć naprawdę! Jeśli teraz nie masz swojego świata, Twoje życie trąci nudą, nie ma w nim bliskich Ci ludzi czy hobby – prawdopodobnie w związku szybko wskoczysz w rolę „dziewczyny swojego chłopaka” (i zaczniesz żyć jego życiem, jego pasjami), a potem w rolę żony, matki, pani domu. Tracąc cudowną możliwość – bycia wolną, samostanowiącą osobą, która świadomie wybiera jak i z kim chce spędzać swoje życie.

Bycie singielką to ważny czas w życiu. Nie bierne oczekiwanie na księcia z bajki, a:

– czas na odkrycie, kim jestem, co lubię, jak chcę żyć?,

– czas na pobycie ze sobą i lepsze poznanie siebie,

– czas na wyciągnięcie wniosków z poprzednich relacji,

– czas na zadanie sobie pytania – kogo chcę zaprosić do swojego życia?

Zadawałaś sobie kiedyś takie pytania?

——————————————

No dobrze, już wiesz, jak brzmią powyższe 3 kłamliwe przekonania. Dałaś swojemu mózgowi szansę na zakwestionowanie powyższych myśli. Ale co teraz?

Stwórz swoje prawdy o byciu singielką. 

Uwierz w siebie i w to, że jesteś całością, że Twoje życie ma sens także bez partnera. A jeśli zdecydujesz się na związek, to nie po to, aby wreszcie Ciebie ktoś uszczęśliwił, tylko po to, by dzielić się szczęściem, które sama wypracowałaś (tak, bo moim zdaniem szczęście to kwestia m.in. decyzji, wyborów, nawyku). I razem budować dalej życie, które Ty z satysfakcją budowałaś już wcześniej.

Z pozdrowieniami dla wszystkich singielek!

Agnieszka


P.S. A tymczasem, dla tych wszystkich z Was, które poznają mężczyzn przez portale randkowe stworzyłam „Przewodnik po randkach z sieci” o tym, jak mądrze korzystać z takich portali i znaleźć tam wartościowego partnera. Bo wiadomo – Internet pełen jest „dziwnych” ludzi. W Przewodniku uczę, jak randkować z głową, ale też z radością. Dostajesz od ręki kompleksową wiedzę, czyli:

  • Film szkoleniowy z ćwiczeniami, w którym mówię o mitach na temat randek z sieci oraz przygotowuję Cię, jak podchodzić do takiego sposobu na znalezienie partnera,
  • Materiał w formie eBooka – konkrety (m.in. Czego mężczyźni szukają na portalach, recenzję najpopularniejszych portali randkowych, najczęstsze błędy  kobiet w randkowaniu on-line. Jak odróżnić fajnego faceta od toksycznych mężczyzn? Jakie informacje o sobie zamieszczać, a jakie nie? Jakie zdjęcie wybrać? Co o sobie napisać? I wiele więcej.)
  • Spotykamy się na FB live, gdzie odpowiadam na Wasze pytania,
  • Bonus! Nagranie webinaru – „Składniki udanej randki”

Zobacz stronę Przewodnika