(To pierwsza część artykułu. Drugą znajdziesz tu)

Nareszcie czuję wiosnę, ta długa zima dała mi się w tym roku we znaki – marazm, leżenie pod kocem, gdy tylko byłam w domu, zdarzały mi się zbyt często. To właśnie życie – górki i dołki. Słabsze momenty przeplatane dobrymi chwilami, radością, spełnieniem. Marzenia, które się spełniają i te odłożone znowu na mentalną półkę z napisem „nie wiadomo”. Ludzie, którzy chcesz, aby zostali całe życie z Tobą i tacy, których masz dosyć, bo napsuli Ci tyle krwi, ile tylko możliwe.

W tym wszystkim Ty – walcząca o swoje życie i to, aby wyglądało ono tak, jak sobie wykleiłaś na mapie marzeń 🙂

Często na warsztatach i innych kobiecych spotkaniach rozmawiamy o tym, dlaczego niektóre kobiety z łatwością znajdują miłość swojego życia, a inne ciągle trafiają na toksycznych panów. Czemu niektóre z nas podnoszą się po porażkach, kryzysach, rozstaniach, a inne latami tkwią w depresji i samotności? Czemu niektóre z nas potrafią budować szczere i długotrwałe relacje, a inne kończą je szybko i z rozmachem; albo pozostając w roli ofiary? Dlaczego niektóre z nas mają fajną pracę, sukcesy i dom, a inne są wiecznie niezadowolone z życia? Czemu do niektórych z nas ludzie lgną i chcą spędzać czas, a inne nie mają nawet do kogo zadzwonić w gorszy dzień?

Odpowiem w ten sposób:

Nie będziesz miała dobrego życia i karmiących relacji, fajnej pracy, przyjaciół, sukcesów, nawet dobrego zdrowia, jeśli najpierw nie stworzysz takiej relacji z samą sobą. Inaczej mówiąc – jeśli nie będziesz w siebie wierzyła. Siebie wspierała. Sobie ufała. O siebie dbała. Sobą się zajmowała.

Czyli – miała zdrowe poczucie własnej wartości. To taki stosunek do siebie samej, w którym po prostu jesteś dla siebie dobra i na siebie uważna. Ufasz swoim uczuciom, myślom, kompetencjom. Znasz swoje mocne i słabe strony. Umiesz stanąć po swojej stronie, zadbać o to, co dla Ciebie ważne i i sięgać po tyle, ile potrzebujesz – w relacjach, w pracy, w finansach, w marzeniach, itd.

Poczucie własnej wartości, wiara w to, że zasługujesz na dobre rzeczy, jest podstawą udanego życia i w tym tkwi odpowiedź na pytanie – dlaczego niektóre z nas są szczęśliwe i spełnione w życiu, a inne nie. Mając oparcie w sobie, świadomość, zaufanie, wiarę i odwagę – czynisz swoje życie bardziej satysfakcjonującym. A najpierw – wierzysz, że Ci się to może udać. Oczywiście, jestem daleka od zuchwałego myślenia, że wysokie poczucie własnej wartości załatwi nam na całe życie wszystko – są przecież zdarzenia losowe, na które nie mamy wpływu.

Ale z pewnością mamy wpływ na to, jak interpretujemy to, co się nam przytrafia. Jeśli Twoje myślenie o sobie jest wspierające – nawet w trudnych chwilach będziesz myślała o sobie dobrze i zastanawiała się, jak rozwiązać problem i zadbać o siebie, zamiast pogrążania się i obwiniania siebie czy innych za niepowodzenia.

Wiadomo, że poczucie własnej wartości tworzy się od chwili naszych narodzin, od sposobu, w jaki nasi opiekunowie dbają o nas lub nie (emocjonalnie i fizycznie). To na tej podstawie mały człowiek uczy się – czy jest wart miłości, uwagi, szacunku, czy też nie. Od tego, czy jego potrzeby są zauważane i zaspokajane przez rodziców (np. potrzeba bliskości, ukojenia, zabawy), zależy samopoczucie dziecka, a potem osobista zdolność do zadbania o to, co dla niego ważne.

To od wzmacniania negatywnego (kary, krytyka ze strony rodziców, chłód w kontakcie) i pozytywnego (pochwały, akceptacja, radość z istnienia dziecka) zależy potem nasz stosunek do samej siebie. Zinternalizowany (czyli uwewnętrzniony) głos naszych bliskich, który stale słyszeliśmy w dzieciństwie, staje się naszym wewnętrznym głosem. To zarówno wszystkie wspierające przekazy („Dasz radę”, „Córeczko, jesteś piękna i mądra”, „Wierzę w ciebie”), jak i te negatywne („Jak można tak się zachować!?”, „Jesteś niedorajdą, nic ci się w życiu nie uda!”, „Nie bądź taka pewna siebie, bo obrośniesz w piórka!”). Potem powtarzamy je automatycznie w głowie w dorosłym życiu, często nie zdając sobie sprawy, że to głos naszego rodzica zadomowił się w nas, często stając się tzw. wewnętrznym krytykiem.

Tak z kolejnymi latami życia w rodzinie, potem w szkole i z rówieśnikami, tworzy się matryca naszej relacji z samą sobą, czyli poczucie własnej wartości. Do tego dochodzą pierwsze dorosłe doświadczenia, porażki, sukcesy… i to wszystko tworzy obraz siebie samej.

Trudno się więc dziwić, że wiele z nas (stwierdziłabym nawet, że większość) ma w dorosłym życiu mniejsze lub większe problemy – w związkach, z pracą, z dziećmi, itd.

Jeśli nie dostałaś dobrego odzwierciedlenia siebie w dzieciństwie i w okresie dojrzewania – prawdopodobnie w dorosłym życiu będzie „kulało” Twoje myślenie i postawa wobec siebie, to jak siebie traktujesz – a od tego zależy Twój stosunek do innych ludzi, do wyzwań, do problemów, nawet do sukcesów. Jeśli w pierwszych kilkunastu latach życia nauczyłaś się, że nie jesteś za bardzo warta uwagi, miłości, szacunku, zainteresowania ze strony bliskich, to skąd potem masz to umieć w dorosłym życiu i tak też traktować siebie i innych?

Wiem, nie brzmi to zbyt optymistycznie, ale warto zdać sobie sprawę z tego, skąd pochodzi, np. nasze zaniżone poczucie własnej wartości.

Dobra wiadomość jest taka, że można je rozwijać. Uczyć się siebie i wzmacniać to, co nam potrzebne do lepszego życia.

W jaki sposób? Opisuję szczegółowo poniżej i wyjaśniam ważne aspekty poczucia własnej wartości, które mają ogromny wpływ na Twoje życie i które można rozwijać.

Oto filary zdrowego poczucia własnej wartości:

1. Kim jesteś i jak doświadczasz życia, czyli świadomość siebie.

To wiedza o sobie oraz coś więcej – kontakt z tym, co czujesz i czego doświadczasz. Ma ona wiele poziomów – od podstawowej jasności na temat tego, kim jesteś jako człowiek, kobieta; po świadomość wartości, jakimi kierujesz się w życiu (nie tylko w myśleniu, ale przede wszystkim w działaniu i swoich wyborach). Świadomość przekonań, które masz w głowie i według których żyjesz. Świadomość swoich potrzeb fizycznych i psychicznych. Aż po tzw. kontakt ze sobą, czyli dostęp do uczuć i stanów, jakie w danej chwili czy momencie życia Ci towarzyszą. Dostęp oznacza czucie – czyli nie „myślenie, co czujesz”, ale odczuwanie – to dwie różne sprawy. Niestety często mylone, nawet przez osoby od wielu lat związane z rozwojem osobistym.

Bo jest to trudne – prawdziwy kontakt ze sobą tracimy często jako małe dziewczynki, gdy mamy być „jakieś”, czyli nie takie, jak jesteśmy naprawdę, z całą paletą uczuć i zachowań – czasem smutne, rozzłoszczone, zawstydzone, upokorzone, „niegrzeczne”, („Nie wstydź się”, „Uspokój się już, czemu znów jesteś niegrzeczna!”, „Nie złość się – jesteś niedobra!”), a czasem pełne energii, radości, miłości, entuzjazmu. Mamy być dziećmi, potem dziewczynkami, a potem dziewczynami i kobietami, które nie mogą pokazywać swojego zawstydzenia, złości, zawiedzenia, czy nawet radości. Co dzieje się potem?

Uczymy się blokować swoje uczucia, spontaniczność, energię, by zyskać akceptację rodziców, a dalej – ich miłość.

W dorosłym życiu – nauczone takiego modelu zachowania – przenosimy go do bliskich relacji. Nie pokazujemy mężczyźnie, że to co on zrobił nas zabolało albo zezłościło.

Nie mówimy mu, że nas zawiódł albo że czujemy się oszukane.

Nie mówimy mu, że cieszy nas wspólny czas, rozmowa, to co dla nas zrobił. Że jesteśmy z nim szczęśliwe.

Nie mówimy mu, czego potrzebujemy, a czego na pewno nie.

Bo skąd mamy to przecież wiedzieć?

Świadomość jest niezmiernie ważna w relacjach – wiedza o tym, co wnosisz do kontaktu z drugim człowiekiem, jakimi wartościami, uczuciami, przekonaniami, potrzebami się kierujesz w danej chwili.

Po drugie, świadomość to pierwszy krok do zmiany w tychże relacjach. Jeśli masz wiedzę o sobie, swoich wartościach i jasność, tego co przeżywasz w danej chwili – możesz wpływać na relację, na to, czego potrzebujesz od drugiej osoby, czego nie, jak to komunikować, jak rozwijać związek, itd.

Ponadto, współczesny świat proponuje wiele metod pracy nad sobą, które rozwiną Cię jako człowieka – to właśnie jest rozwój osobisty – warsztaty psychedukacyjne, terapia, coaching, czy nawet wartościowe książki, które czytasz z refleksją.

Ćwiczenie praktyczne:

Proste ćwiczenie poszerzające świadomość wygląda tak. Skup się na chwili obecnej i odpowiedz sobie na pytania:

  • Co tu i teraz czuje Twoje ciało?
  • Jakie myśli masz teraz w głowie?
  • Co czujesz? (emocje)
  • Czego doświadczasz zmysłami?

Czemu ma to wszystko służyć? Jeśli jesteś coraz bardziej świadomą siebie kobietą – Twoje zaufanie do siebie wzrasta – wiesz, co myślisz, doświadczasz, przeżywasz w danym momencie (a więc możesz nad tym zapanować, kontrolować to i wyrażać w dobry dla siebie sposób). Jeśli wzrasta Twoje zaufanie do siebie – wzrasta Twoje poczucie własnej wartości.

2. Jesteś O.K. nawet, gdy… czyli akceptacja.

Świadomość jest pierwsza. Czasem taka konfrontacja z tym, jak jest w Twoim życiu i jaka Ty jesteś , może nie być łatwa. A właściwie na pewno trudno jest przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest. Do tego potrzebny jest kolejny filar poczucia własnej wartości, a mianowicie – samoakceptacja. To ona sprawia, że możesz lepiej poczuć się sama ze sobą.

Miłość do siebie zaczyna się w momencie, w którym uznajesz, że jesteś O.K. Bez wielu rzeczy, które jeszcze nie masz, albo Ci się w życiu nie udały. Z wieloma swoimi ograniczeniami i zasobami.

Głęboka samoakceptacja jest trudna, ponieważ:

  • Wzory tego, co było akceptowalne w relacji z naszymi rodzicami, a co nie – stworzyły nam matrycę tego, co uznajemy za akceptowalne w dorosłych relacjach z bliskimi nam ludźmi.
  • Kultura, dzisiejszy świat konsumpcji i rządów Instagrama mówią nam, że akceptowalne jest tylko to co piękne i dobre. Nie ma miejsca na słabość, brzydotę, na „nie wiem”. Liczy się to, co powierzchowne, czyli ciało, gadżety, które uszczęśliwiają na chwilę. A jak masz problem? Usuń go szybko, by znów wrócić do sexy formy. Codziennie znajdziesz w Internecie milion porad, jak robić lepszy biznes, jak być bardziej asertywną, jak mieć lepsze relacje, jak poradzić sobie ze stresem. Może nie ma nic złego w takich poradach, (o ile są przemyślane), ale sam koncept zakłada, że ciągle musisz coś ulepszać, poprawiać, zmieniać…
  • Mamy naturalną, także ewolucyjnie skłonność do usuwania szybko tego, co niewygodne i zagrażające. A samooakceptacja zakłada istnienie także tego, co trudne. W nas (myśli, uczucia, potrzeby) i wokół nas (problemy, których nie potrafimy rozwiązać, wydarzenia, których nie możemy cofnąć, itd.)

Jak więc zacząć bardziej akceptować siebie? Tutaj przytoczę fragment, który napisałam kiedyś dla kobiet biorących udział w moim online Kursie na miłość, niech będzie on inspiracją dla Ciebie:

Jesteś O.K. nawet, jak nie jesteś pewna siebie i nie masz wielkiego poczucia własnej wartości.

Jesteś O.K. nawet, jeśli żaden facet Cię nie kocha (na razie).

Jesteś O.K. nawet, jak dziś nic Ci się nie chce.

Jesteś O.K nawet jak nie znasz angielskiego i nigdy nie byłaś w Paryżu.

Jesteś O.K. nawet jak nie jesteś duszą towarzystwa, a raczej cichą i spokojną kobietą.

Jesteś O.K. nawet, gdy nie zarabiasz kokosów.

Jesteś O.K. nawet, jak masz zwykłą pracę i nie zbawiasz świata.

Jesteś O.K. nawet, jak przypalasz wszystkie ciasta.

Jesteś O.K. ze swoimi naczynkami, krótkimi nogami, włosami nie do ułożenia, figurą daleką od 90-60-90.

Jesteś O.K. nawet, gdy się nie uśmiechasz, bo smutek to Twoje drugie imię.

Jesteś O.K. nawet, gdy popełniłaś w życiu wiele głupstw i błędów.

Samoakceptacja to proces. Wymaga czasu i świadomości. Co możesz zrobić teraz? Odpowiedz sobie na pytanie:

Ćwiczenie praktyczne:

Czego nie akceptujesz w sobie teraz, a co mogłabyś bardziej akceptować, wiedząc, że przyniesie Ci to ulgę?

To pierwsza część artykułu. Drugą znajdziesz tu

P.S. Temat poczucia własnej wartości jest na tyle ważny w życiu każdej kobiety, ale też trudny do rozpracowania samej, że postanowiłam dedykować mu tegoroczną wakacyjną wyprawę dla kobiet na Sardynię. 8-15.09 2018

Jedź z nami, jeśli chcesz połączyć wypoczynek na pięknej wyspie z warsztatami na temat poczucia własnej wartości. To będzie okazja, by:

  • Przez tydzień odpocząć na plaży, kąpiąc się w lazurowej wodzie, niespiesznie zwiedzając wyspę i doświadczyć cudownie leniwego włoskiego życia.

  • Popracować nad swoimi zasobami, miłością do siebie, granicami i tym, czego potrzebujesz, by być bardziej szczęśliwa i pewna siebie.

  • Rozwiniemy skrzydła w kameralnej kobiecej grupie – praca nad sobą i rozwój dzieją się o wiele bardziej efektywnie w przyjaznej grupie kobiet.

  • Wyjedziesz wypoczęta, wzmocniona, opalona włoskim słońcem, napełniona energią ludzi i tego cudownego miejsca!

Warsztaty poprowadzę razem z doświadczoną terapeutką, Moniką Kalinowską-Cisło. Jest tylko 10 miejsc. Zapraszam! Cały program sardyńskiego wyjazdu tutaj